Sassongher

Wiało, padało, chmury wisiały zaraz nad głową. Spędziliśmy cały dzień w wielkim namiocie na kempingu w Colfosco. Nazywaliśmy go messą. Siedzieliśmy za wielkim stołem od śniadania do kolacji, a potem i po niej, nad butelką wina. Czasem, zazwyczaj tylko na krótką chwilę, deszcz dawał spokój, a wiatr rozwiewał mgły. Wtedy można było dojrzeć masywny szczyt górujący nad całą osadą. Jutro mieliśmy iść na pierwsze trzy tysiące w Dolomitach, ale postanowiliśmy zmienić plany i rankiem wyruszyć jednak na Sassongher.

Sassongher

Potężny szczyt mierzy 2665 m n.p.m i pomimo tego, że nie jest szczytem aż tak wysokim, to robi niezłe wrażenie. Spora różnica wzniesień między górą a dolinami, w której rozsiadły się miejscowości Colfosco i Corvara, sprawia, że Sassongher wygląda na naprawdę poważny cel i obiecuje zachwycającą panoramę. Musieliśmy sprawdzić to na własnej skórze. Tym bardziej, że Czesi podczas miłej pogawędki zachęcali nas, by nie omijać tego szczytu. Skały nie zdążyły jeszcze wyschnąć po wczorajszej zlewie, więc łatwiejszy szczyt to była tego dnia najlepsza opcja.

Sassongher można zdobyć niezbyt trudną, choć dość długą drogą. Z pięknie położonej osady Colfosco (Calfosch/Kolfuschg) należy kierować się w stronę kolejki Col Pradat. Kolejką można urobić nieco wysokości i zaoszczędzić sobie wysiłku. Jednak wjazd gondolą nie skraca jakoś szczególnie drogi. Długi trawers, którym dochodzi się do kapliczki na skrzyżowaniu szlaków zajmuje niewiele mniej niż podejście drogą koło schroniska Edelweiss (1824 m). Przy pięknej kapliczce ze św. Franciszkiem należy odbić w prawo na szlak nr 7. Stąd zaczyna się długie, ale ciekawe podejście prowadzące szerokimi półkami.

dsc_0157
Szlak w okolicy kapliczki
dsc_0156
Kapliczka ze św. Franciszkiem

Szliśmy nieśpiesznie i nie mogliśmy się naoglądać. W dole, coraz niżej, zielone hale. Nad nami skalne ściany, z których to tu, to tam ściekała woda z wczorajszej ulewy. Dalej wzrok zawieszał się na potężnych ścianach Selli i ogromnym żlebie Val de Misdè, którym turyści szturmują trzytysięczny Piz Boè. Lekko na lewo od Selli śniegiem błyszczała w słońcu Marmolada. Wyraźnym szlakiem dochodzimy do przełęczy położonej na wysokości 2435 m. Jest to rozgałęzienie szlaków i można zawędrować stąd w różne strony. Dalsza droga prowadzi grzbietem pod skałki, które otwierają drogę do kopuły szczytowej. Skała ubezpieczona jest w tym miejscu poręczówką. Oczywiście najlepiej skorzystać z niej i mieć sprzęt na ferraty ze sobą. Nie mniej jednak trudność ich pokonania nie jest specjalnie duża i na pewno nie przewyższa tego, co możemy spotkać na nieco ambitniejszych szlakach tatrzańskich. Za skałkami czeka nas łatwe deptanie w rozległej kopule szczytowej.

dsc_0192
„Widokowy” szlak. Zboczem i pod skalną ścianą.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

A deptać warto. Kiedy dociera się do krzyża na szczycie, pod stopami ukazuje pięknie położona Alta Badia. Doskonale widać skalne ściany Selli, na których wypatrzyć można schronisko Piscadù. Do odwiedzenia tego schroniska zaprosimy w innym wpisie. Na szczycie nie spędziliśmy zbyt wiele czasu.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Kilka fotek, wpis do książki szczytowej i szybkie lustrowanie dolinki oraz okolicznych szczytów musiało wystarczyć. Po wczorajszym deszczowym dniu nie zdążyło się jeszcze nadto ocieplić, a wiejący mocniej wiatr sprawiał, że szybsze zejście było kuszącą propozycją. Z piku zeszliśmy tą samą drogą, aż na rozległe hale, na których pasły się krowy, konie i osły. Warto zatrzymać się w schronisku Edelweiss na pyszny apfelstrudel z lodami waniliowymi, posiedzieć na łące i pogłaskać bardzo towarzyskie osiołki.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Praktyczne informacje:
Trudność: A/B (łatwo)
Szczyt: 2665 m
Wysokość podejścia: ok.. 800 m ze schr. Edelweiss
Sprzęt: komplet na ferraty
Czasy: Colfosco – Col Pradat/Edelweiss ok. 45”; szlak nr 7 – szczyt 2,5 h; zejście ok. 2 h
Uwagi: popularny szczyt, bardziej turystyczne niż „wspinaczkowe” wejście, wjazd na Col Pradat kolejką 6,5€ (normalny)

Reklamy

3 Comments Add yours

  1. Skadi pisze:

    Podczas mojego tygodniowego pobytu w Dolomitach, niestety nie wyjrzało słońce! Strasznie nad tym ubolewam, bo mam świadomość jak wiele mnie ominęło. Ciśnie mnie, żeby powrócić w Dolomity właśnie w formie via ferratowej. Ten szczyt na pewno będę mieć na uwadze podczas oficjalnego planowania wypadu. Te osiołki „w nagrodę” za zdobyty szczyt – cudne! 😀

    1. plmount pisze:

      My mieliśmy więcej szczęścia w takim razie. Przez 9 dni dwa (i to niecałe) były deszczowe. Prognozy sprawdzały się niemal co do minuty, więc nawet jak po południu miało padać, to można było szybką akcję z rana wykonać. Na halach były jeszcze krowy i konie, ale osiołki same szukały towarzystwa. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s